to jeden z takich domów jakie mi się marzą. i nie tylko mi zapewne.
jest pięknie. i na zewnątrz i w środku.
jest jasno, biało, przestrzennie.
i ciekawie, mimo, że elementy składowe są dobrze znane: drewno, metal, tekstylia.

przyjrzyjmy się paru szczegółom. kominek znajduje się pośrodku domu, wiele dużych okien napełnia dom światłem. kuchenną wyspę otaczają czarne metalowe stołki Tolix; dalej jadalnia, gdzie króluje bambusowy stół i krzesła od Tine K.  szara szafka skrywa szkło, porcelanę i ceramikę. za nią, w kącie, jakby za karę, wisi telewizor. bynajmniej nie jest królem wnętrza.

część dzienna jest nieco barwniejsza: wielobarwny kilim na podłodze, turkusowe siedzisko, neutralne piaskowe beże i… wypchana sowa (to bym sobie chyba darowała w moim domu, nie znoszę wypchanych zwierząt, poroża i tym podobnych ozdób).
łazienka zachwyca prostotą i funkcjonalnością.

 

 

 

 

 

 

 

ten dom z północnej części wyspy Zelandia to rozbudowana stodoła. tak wygląda, choć pierwotnie nie miał być to tak duży dom.
marzeniem właścicieli był bezpośredni dostęp do pól i lasów, bez zbędnych dróg i zagrodzeń.

 

 

fot. femina.dk

spełnione marzenie? w ich przypadku jak najbardziej.
‚żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć (…), trzeba marzyć’ (J.Kofta).

I like design na facebooku – zapraszam.